Dzień jak co dzień, czyli wyprawa na Old Head of Kinsale.

Ach, kawka, ciasteczka, chwilka relaksu. Młodzież śpi, można poklikać. Troszkę marudne te nasze dzieciątko dzisiaj. Może ząbki, może brzuszek, a może zupełnie co innego. Tego nie wie nikt 🙂

Chyba zacznę dzisiaj opisywać nasze wycieczki po Eire. Było ich kilka, a w planach następne, więc należałoby wystartować z tym pisaniem.

Na naszą pierwszą trochę dłuższą podróż wybraliśmy jedno z naszych ulubionych miejsc – Old Head of Kinsale.


Old Head of Kinsale (irl. An Seancheann) to przylądek położony niedaleko Kinsale w hrabstwie Cork. Na przylądku znajduje się latarnia, której podwaliny powstały w XVII w. Wspomniane jest, że jest to najbliżej położony ląd od miejsca zatonięcia RMS Lusitania w 1915 r. Obecnie znajduje się tam pole golfowe.

Od kiedy, w 1997 roku, zostało otwarte pole golfowe, publiczny dostęp do tego miejsca został ograniczony do członków i gości Klubu. Dlatego też rozpoczęto długoterminową kampanię na rzecz przywrócenia publicznego dostępu na przylądek. Kampania ta miała przebieg publicznych pikników. Protesty odniosły sukces, jednak do tej pory tylko kilku cywilów mogło zwiedzić przylądek. Klub golfowy na Old Head of Kinsale jest również krytykowany za bycie elitarnym i jest jednym z najdroższych w Irlandii.

Chcąc nie chcąc F. trafił na rodziców, którzy nie bardzo chcą siedzieć w domu przed TV. Po krótki wycieczkach do pobliskiego parku, czy położonego niedaleko Blarney, nadszedł czas na coraz to dłuższe wypady za miasto.
Na początek wielki znak zapytania nad tym, jak ubrać naszego szkraba. Na Old Head of Kinsale byliśmy już wcześniej, więc w niewielkim stopniu wiedzieliśmy czego się spodziewać. Koniec końców zostało na niebieskim kompleciku:

I ruszyliśmy. Jak to zwykle bywało (teraz już niekoniecznie) Konusik przespał całą drogę. Kiedy już dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że trafiliśmy na jeden z bardziej wietrznych dni. I tu kolejny znak zapytania: wysiadać czy nie. Ale skoro już tu przyjechaliśmy… Tylko żeby Babcia się nie dowiedziała 🙂
Tym razem to mi (czyli Tacie) przypadł zaszczyt noszenia Maluszka. Skoro Mama nosiła go przez 9 miesięcy… 🙂 Ale jak zawiązać to nosidełko, hmmm?
Po kilku nieudanych próbach jakoś udało nam się w to ustrojstwo zamontować naszego F.:

Powiem Wam w sekrecie, że teraz wiem co czują kobiety w ciąży. Noszenie Fifiego nie było jakoś strasznie uciążliwe, jednak sam fakt, że masz przed sobą jeszcze kogoś zmienia sposób poruszania się. Nie mogłem już np. podchodzić do krawędzi (a na Old Head nie ma barierek) ani też brykać po ścieżkach jak kozica 🙂 Nic tylko powolne i majestatyczne kroczenie dumnego ojca, który stara się za wszelką cenę chronić swoją pociechę od porywistego wiatru 🙂 (ale mi się napisało :))
Po krótkim pobycie nad tymi niewielkimi klifami pojechaliśmy dalej. Na plażę. Jak już się dotleniać to na całego. Ale o tym już w następnym wpisie.
Na koniec jeszcze kilka ujęć Old Head of Kinsale:

Pozdrawiam

Tata

Reklamy

~ - autor: marcinoos w dniu 13/10/2011.

Jedna odpowiedź to “Dzień jak co dzień, czyli wyprawa na Old Head of Kinsale.”

  1. Bajeczne widoki!!! Z całego serca zazdroszczę wam Waszej Irlandii… mogę tylko się domyślać jak u Was musi być pięknie… Może kiedyś też zawitam na Zieloną Wyspę?:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: