Dzień całowania kamieni, czyli z wizytą w Blarney Castle and Gardens.

Ech, jak ten czas leci. Kiedy dzisiaj wybierałem zdjęcia, które chciałbym zamieścić we wpisie, zdałem sobie sprawę, że minęło już 10 miesięcy i 1 tydzień od kiedy nasze życie (znaczy Mamy i Taty) odwróciło się o 360 stopni. A teraz to nasze Życie nie daje spokojnie posiedzieć. Wszędzie go pełno: a to pomknął do kuchni, po drodze zahaczając o łazienkę, a to śmignął pod ławę i już przeżuwa jakieś kable, a od kiedy nauczył się wstawać przy meblach… to już wolę nie myśleć co będzie dalej 🙂

Z drugiej strony wolę takie dzieciątko niż ciepłą kluchę, która całymi dniami siedziałaby na rękach albo spała. Chociaż muszę przyznać, że dzień lub dwa wytchnienia by się przydały 🙂 Ale takie jest życie rodzica, prawda?

Kiedy Fifi miał 9 tygodni w odwiedziny do Rodzinki na Wyspie przyjechał Dziadek. Wtedy też Rodzice mogli odsapnąć i naładować baterie przed kolejnymi miesiącami parentsowania. Gdyby tylko wiedzieli, że F. będzie taki ruchliwy i wszędobylski na pewno nie pozwoliliby Dziadkowi tak szybko wyjechać. A jeśli by próbował mimo wszystko opuścić Eire, to zostałby pojmany, zamknięty w jakimś ciemnym pomieszczeniu i wykorzystywany do uspokajania i zabawiania wnuka 🙂 Ależ to zabrzmiało… Wyrodni Rodzice 🙂

W tamtym okresie jednym ze sposobów na Konusika by pospał i się uspokoił była jazda samochodem. Pewnego dnia, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na ładną pogodę (a w Irlandii trzeba z takich dobrodziejstw korzystać) nasza Rodzinka zdecydowała się na szybki wypad do Blarney.

Blarney (z irl. an Bhlarna co oznacza małe pole) to niewielkie miasteczko położone w odległości 8 km na północny-zachód od Cork. Główną atrakcją turystyczną jest Blarney Castle (zamek) oraz znajdujący się na samym szczycie tego zamku Blarney Stone (kamień). Według legendy, na każdego, kto wejdzie na wieżę zamkową, wykona niewielką ekwilibrystyczną sztuczkę i pocałuje kamień, spłynie dar elokwencji. Muszę przyznać, że kiedy byliśmy tam pierwszy raz, nie odważyliśmy się cmoknąć cegiełki 🙂 Widok tych wszystkich ludzi, którzy wyginając plecy i zwisając głową w dół poza murami zamku próbują dosięgnąć kamienia skutecznie nas odstraszył. Przynajmniej za pierwszym razem. Kiedy wróciliśmy tam po raz kolejny pewna obawa była, jednak nie tak duża jak za pierwszym razem i w końcu Tata zdecydował się na his first kiss:

A tak wygląda kolejka wariatów czekających aby pogubić klucze i drobne podczas wyginania się:

Do Blarney Rodzinka wybiera się średnio raz w roku, a to z prostego powodu: blisko i jest co zwiedzać. Kiedy w marcu przyjechał do nas Dziadek Romek długo nie musieliśmy się zastanawiać, gdzie pojechać. Jedyna obawa była taka, że Dziadek – mieszkaniec Malborka, nie za bardzo będzie zainteresowany oglądaniem zamku, który spokojnie mógłby się zmieścić w jednej z sal Zamku w Malborku. I tu się myliliśmy. Wrażenie na nim wywarła właśnie ta ciasnota i pokoiki wielkości naszych szaf 🙂

Nie bardzo wiedzieliśmy w co ubrać naszego Konusika. Marzec, pogoda na ówczesną chwilę może być ale to wszystko mogło się drastycznie zmienić. Zostało na Kosmonaucie Błękitnym:

Po przyjeździe na miejsce okazało się, że pogoda spłata nam figla i… będzie słonecznie i cieplutko. To w takim razie Na zamek, huuurrraaaa:

Nasz Bąbelek niestety nic nie wyniósł z tej wycieczki, ponieważ calutką przespał. Ale wtedy zostało mu to wybaczone 🙂

Mama, jak to Matki w zwyczaju mają, poświęciła się i została z potomkiem na ziemi, a w tym czasie Tata i Dziadek wdrapywali się na szczyt zamku, by móc podziwiać takie oto widoki:

Po zwiedzeniu tego niewielkiego zamku przyszedł czas na odbycie długiego spaceru po terenie ogrodów. Z każdą wizytą Rodzinka odkrywał coraz to nowe miejsca do przechadzek. Najwidoczniej Zamkowi w Blarney kryzys nie przeszkadza. Nowe miejsce do zabaw dla dzieci (nawet tych starszych, po dwudziestce), kolejne pętle spacerowe, zagospodarowanie terenów podmokłych. I kto powiedział, że nie warto wracać do już raz odwiedzonych miejsc?

Od tego spacerowania wszystkim troszkę zaschło w gardle, łącznie z naszym Konusikiem, który jak tylko otworzył oczka, zaczął domagać się swojej porcji. Musieliśmy w takim razie zrobić sobie niewielki postój, znaleźć ustronne miejsce i nakarmić naszego głodomorka:

Po szybkim posileniu się mogliśmy kontynuować nasz spacer.

Na terenie ogrodów zamkowych znajduje się również Blarney House. Wybudowany w 1874 roku został włączony do grupy Great Houses of Ireland. Akurat w czasie naszego pobytu dom nie był dostępny zwiedzającym, a według przewodników jest co podziwiać. Muszę przyznać, że z zewnątrz też robi duże wrażenie:

Na terenie zamku mogliśmy spędzić cały dzień. Jednak nadchodziła pora kolejnego karmienia, zmiany pieluchy oraz obiadu. Postanowiliśmy jeszcze tylko szybko odwiedzić Krąg Druidów, Kuchnię Czarownic oraz Schody Życzeń. A wszystko to w niewielkiej odległości od zamku.

Zapewne jeszcze tam wrócimy, jest to jedno z ciekawszych miejsc niedaleko Cork. I coś musi być w tej ziemi druidzkiej, ponieważ za każdym razem wracamy stamtąd wypoczęci i pełni energii na kolejne dni.

Możemy ze spokojnym sumieniem polecić Zamek w Blarney. Jeśli jeszcze tam nie byliście to na co czekacie? 🙂

Tylko dajcie znać wcześniej – zabierzemy się z Wami :):):)

więcej zdjęć -> Blarney Castle (22.03.2011)

Pozdrawiamy

M, J. i F.

Reklamy

~ - autor: marcinoos w dniu 01/12/2011.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: