Dzień trzydziestych urodzin, czyli Tydzień Wielkich Przygód.

Miniony tydzień cała nasza Rodzinka, a w szczególności Tata, może zaliczyć do wybitnie aktywnych. A to za sprawą Mamy, która, z okazji 30. urodzin Głowy Rodziny :), zaplanowała i zorganizowała Tydzień Wielkich Przygód. Ale może po kolei.

Od kilku tygodni wiedzieliśmy, że będziemy mieli gości. Na dwa tygodnie na Zieloną Wyspę mieli przyjechać Dziadkowie. I tu pojawiło się pytanie: jakie atrakcje im zaplanować? Jak zwykle w takich sytuacjach Mama wykazała się niezwykła inicjatywą i kopalnią pomysłów. Aż brakowało kartki, żeby te wszystkie idee zanotować:

… góry, ryby, festiwal, spacery, plaża. I niespodzianki…

Jakie niespodzianki? Ja nic nie wiem o żadnych niespodziankach! – zdziwił się Tata.

Misiek, przecież kończysz 30 lat…

No i …

Zaplanowałam dla Ciebie kilka suprajsów. Zaczynasz we czwartek.

???

Jedziesz z Tatą (znaczy z Dziadkiem) na ryby, a potem cały weekend masz zajęty. Najlepiej jakbyś poniedziałek wziął wolny w pracy.

No to się będzie działo, pomyślałem. Ja i wędkowanie, phi. Przecież ja nawet pływać nie potrafię, a do wody to wejdę do wysokości ja… pasa. A tu na ryby i to jeszcze na kutrze w morze. Może być (nie)ciekawie. Ale skoro już zamówione i zapłacone…

Muszę przyznać, nie było aż tak źle. Chociaż spędzenie ponad sześciu godzin na wodzie dla kogoś nienawykłego do ciągłego góra-dół, jeszcze-wyżej-w-górę a potem szybko-w-dół to troszkę za dużo. Dobrze, że miałem tajemniczy plaster, bo inaczej mogło skończyć się różnie 🙂 Ale po 20-kilogramowym połowie i opinii skipera (Dzisiaj to jakoś kiepsko brały) chyba wybiorę się jeszcze nie raz:

I tak właśnie minął nam czwartek. Zapomniałem napisać, że wcześniej, we wtorek, byliśmy całą naszą bandą w Gougane Barra, ale o tym w oddzielnym wpisie.

Piąteczek… a po nim łikend 🙂 Upragniony, wyczekiwany weekend. Plan dnia na sobotę: karting 🙂 and bowling 🙂 and drinking beer with friends :):)

Karty – muszę Wam się przyznać, że nie spodziewałem się AŻ TAKIEJ szybkości. Na pewno wiele też daje fakt, że siedzisz w takim małym czymś, obok popiarduje silniczek od kosiarki (co prawda 270 cc 🙂 a kierowca śmiga dupką po asfalcie 🙂 Na początku kilka okrążeń oswajających a potem – uwolnienie drzemiącego gdzieś głęboko w nas Stig`a, gaz do dechy, pisk opon na zakrętach, walka bark w bark (znaczy zderzak w zderzak :)) o te, jakże cenne, ułamki sekund. Nawet Moja Lepsza Połówka (MLP), która wtedy tylko oglądała nasze zmagania, poczuła chyba ducha rywalizacji i zapowiedziała udział w następnych zmaganiach 🙂

Sobota wieczór – kręgle w gronie znajomych. Zdjęć nie będziemy zamieszczać, były to nasze pierwsze gry ever, więc… sami wiecie. Potem jeszcze partyjka snookera i spacerek ok. 3 km do Franciscan Well na lokalnie warzone piwko.

Niedzielny poranek Tata miał zacząć o 3:00 wypadem na Rocky Bay z kółkiem fotograficznym. Miał… bo gdy podniósł głowę o 2:30 i zobaczył, a właściwie to nic nie zobaczył, bo tak ciemno było, szybciutko wrócił do cieplutkiego łóżeczka 🙂

A Fifi? Co on robił, kiedy rodzice w najlepsze się bawili? Konusik był w siódmym niebie mając Babcie tylko dla siebie. Nie wiem tylko czy to samo można powiedzieć o Babci 🙂

Poniedziałek już bardziej przypominał, znane z poprzednich wpisów, rodzinne wyprawy. Tym razem za namową naszych znajomych wybraliśmy się w Galty Mountains oraz na zwiedzanie Rock of Cashel.

Ale o tych i innych eskapadach w kolejnych odsłonach.

Do zobaczenia…

Tata

PS. Ach ta MLP … nie wiem jak jej się odwdzięczę. Muszę wymyślić coś ekstra w przyszłym roku 😉

Reklamy

~ - autor: marcinoos w dniu 24/07/2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: