Dzień wspinaczki, czyli Gougane Barra kolejny raz.

Strasznie duszno dzisiaj w IRL, okna i drzwi w domciu pootwierane… i nic, nawet najmniejszego przeciągu. A jutro ma być cieplej, całe 20 stopni C 🙂 Konusik śpi w samych bodach, inaczej pewnie się by rozpuścił w łóżeczku. Jakby to powiedziała Babcia: dziecko zimnego chowu 🙂 A ja (tzn. Tata) siedzę sobie przy kompie, myślę co by tu na obiad i kombinuję nad kolejnym wpisem. Co do obiadu, z racji tej duchoty, raczej zrobimy coś orzeźwiającego. I nawet mam kandydata do pożarcia, którego znalazłem na Cooking & Eating by centka (swoją drogą polecam ten blog – REWELACYJNY :)). Zobaczymy co z tego wyniknie i damy Wam znać.

Oj, Fifi się obudził, zmykam…

I jestem z powrotem. Znaczy jesteśmy, bo tym razem na kolanach zagnieździł mi się Łysolek i czeka na butlę. Muszę wspomnieć, że minęły 2 godziny od pobudki. Jesteśmy po obiadku (kapuśniaczek), deserku (przecier owocowy) i spacerku i jesteśmy głodni (ZNOWU :)).

We wcześniejszym wpisie wspomniałem o Gougane Barra. To już nasza druga wyprawa w tamte strony i zapewne nie ostatnia.

Na samym początku muszę Was ostrzec: ta wyprawa co całodniowa wycieczka. Kiedy jest się już na miejscu nie można oprzeć się wrażeniu, że czas jakby zwalniał. Malowniczo położone jezioro, St. Finbaar’s Oratory, park leśny z wieloma wytyczonymi ścieżkami, aż zachęcają do spokojnego spaceru:

Kiedy byliśmy tam pierwszy raz Fifi miał jakieś siedem miesięcy i to Tacie w udziale przypadło noszenie potomka. Mama się już nanosiła, prawda? Dobrze, że mieliśmy plecaczko-nosidełko. Wygodniej było i Tacie, i Filipowi:

Kiedy już dotarliśmy na szczyt naszym oczom ukazał się taki widoczek:

Cała ta wspinaczka spowodowała, że poczuliśmy dość dokuczliwe ssanie w żołądkach. Zwłaszcza Tata 🙂 Jak to mówią: świeże powietrze wzmaga apetyt:

I minął rok. Konusik nauczył się chodzić, Dziadkowie znów przyjechali na Wyspę na wakacje i wszyscy po raz drugi udaliśmy się do Gougane Barra.

Tym razem nasz mały zdobywca całą drogę na szczyt pokonał samodzielnie:

I tak samo jak poprzednim razem to dziwne ssanie w żołądku dopadło nas znienacka. Coś musi w tym miejscu być, więc jeżeli się tu wybieracie, musicie się zaopatrzyć w porządne zapasy 🙂

Na koniec jeszcze kilka fotek. Mam nadzieję, że jeszcze tam pojedziemy w przyszłym roku i może się spotkamy 🙂

Więcej zdjęć na naszym fejsiku 🙂

Reklamy

~ - autor: marcinoos w dniu 09/08/2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: