Dzień czwarty majorkańskiej przygody, czyli rozczarowanie stolicą.

Właśnie wróciliśmy z coczwartkowych spotkań Parents & Toddlers, Fifi padł wyczerpany, ja, dosłownie przed chwilą, wymyśliłem co będziemy mieli na dzisiejszy późny obiad (Mama pracuję do 19tej :(, a na obiad Dynasty pork), mogę więc w tym niewielkim wpisie streścić dzień numer 4 naszej majorkańskiej przygody.

Dzień wcześniej, wieczorem, wybraliśmy się jeszcze do Portochristo, niewielkiego miasteczka niedaleko naszego hotelu. Według miejscowych legend, jest to miejsce najdroższych domów wakacyjnych. Podobno swoją hacjendę ma tutaj Rafael Nadal. Nie wiem, nie spotkaliśmy go 🙂

Niewielka plaża i ciekawie usytuowany deptak nadają temu miejscu niepowtarzalny klimat:

Więcej zdjęć z Portochristo tutaj.

Nazajutrz postanowiliśmy wybrać się do stolicy tej niewielkiej wyspy – Palmy. Punktem pierwszym naszej wycieczki było Palma Aquarium z największym w Europie zbiornikiem z rekinami.

Z całej naszej trójki na tą wycieczkę cieszyłem się ja (Tata). I się nie zawiodłem. Spędziliśmy tam ponad 3 godziny, można było więcej, jednak z naszym niecierpliwym potomkiem uważam to za sukces 🙂

Koszt 25 euro od osoby, dzieci do lat dwóch free 🙂 Całe Aquarium podzielone jest na kilka części, które odpowiadają poszczególnym oceanom, dodatkowo: dżungla, plac zabaw dla dzieci z prawdziwym piratem, oczko wodne ze złotymi rybkami (kilkukrotnie większymi, niż te spotykane u nas), część edukacyjna poświęcona tuńczykom, wystawa meduz, pub/restauracja oraz, to na co się czeka z niecierpliwością, Big Blue.

Mnogość gatunków ryb oraz innych wodnych żyjątek wręcz oszałamia, przy każdym z akwariów dotykowy wyświetlacz z opisem gatunków. A przed większymi zbiornikami porozrzucane poduszki i ławeczki, na których można sobie przycupnąć i podziwiać, relaksować się. Poniżej dodałem kilka zdjęć, które i tak nie odzwierciedlają cudowności tego miejsca. Trzeba tam pojechać i tego doświadczyć. Wrażenia są po porostu … … … aż mi słów brakuje.

Może kilka słów o Big Blue. To największy w Europie zbiornik z rekinami. Przy pierwszym spotkaniu nie robi takiego wrażenia o jakim się mogłoby marzyć. Ot kolejna szyba a za nią ryby. Jednak po dłuższym obcowaniu dostrzega się jego ogrom. W naszym przypadku o jego wielkości przekonali nas nurkowie pływający wśród rekinów. A zwłaszcza kiedy zaczęli się kierować do wyjścia. Płynęli, płynęli i płynęli. Zrobili się malutcy i… dalej płynęli 🙂 I to właśnie wtedy uderzyła w nas wielkość tego akwarium. Szok. 33 m długości, 25 m szerokości, 8,5 m głębokości, 3,5 miliona litrów wody.

Po skończonym zwiedzaniu wróciliśmy (choć niechętnie) do naszego autka. Teraz czekało nas krótkie zwiedzanie stolicy. Katedra, merkat, szybki obiad i do hotelu. Ale może po kolei.

Szybkie przestudiowanie mapy (katedra znajduje się tuż za parkiem, po prawej stronie, mam nadzieję, że nie przeoczymy) i ruszyliśmy z piskiem opon:) Jedziemy i jedziemy, a katedry jak nie było, tak nie ma. Może minęliśmy. Aż tu nagle wyrasta po naszej prawej stronie moloch, olbrzym, a przed nami znaki, które kierują turystów na podziemny parking. Trafiliśmy 🙂

Akurat trafiliśmy na sjestę, w czasie której większość atrakcji turystycznych, sklepów, marketów jest pozamykanych. Nic się nie da zobaczyć ani załatwić, tak więc pocałowaliśmy klamki w katedrze i ruszyliśmy wąskimi uliczkami Palmy w kierunku kolejnej atrakcji.

Naszym następnym punktem miał być Merkat de Olivar, czyli lokalny bazarek. Jednak jak to jest w czasie sjesty, wiadomo, nic nie jest czynne. Nawet jeśli, to zapaszek, który wydobywał się z hali targowej nie zapraszał do jej zwiedzenia. No cóż, rozczarowanie number 1.

Rozczarowaniem number 2 była wszechobecność wszelkiego rodzaju fastfood’ów. Burger King, McDonald’s, i inne takie na każdym kroku, nawet ma mapach turystycznych pozaznaczane szybkie żarcie. Szok. A gdzie knajpki z lokalnymi przysmakami? Jedną znaleźliśmy. I to było właśnie rozczarowanie no.3.

Zamówiliśmy tapas (rodzaj przystawek). Cena z sokiem 25 euro. W karcie dań zaznaczone: mix 5 tapas dla dwóch osób (chleb wliczony w cenę). Zapowiadało się interesująco. Mix, czyli nie wiesz co dostaniesz. I dostaliśmy.

Wyliczam: 5 kawałeczków bagietki, 4 pikantne kiełbaski (1,5 cm każda, najlepsze z zestawu), 2 przypalone mięska na patyczku, 100 g pesto, 8 krążków kałamarnic w cieście, i kawałeczek babki ziemniaczanej z kurczakiem. 25 euro i nawet nie poczuliśmy, że coś się zmieniło w naszych pustych żołądeczkach. Trudno.

Rozczarowanie numerek 4: piękne kamienice, do których podoklejano nowocześnie wyglądające witryny sklepowe. Pasują one jak pięść do nosa. No i z każdej strony my, biedni turyści, atakowani jesteśmy sejlami, ofertami i promocjami na: ciuchy, bieliznę, biżuterię i … kozaki. Tak, właśnie na kozaki. Tylko nie bardzo mogliśmy rozgryźć kiedy tambylcze kobiety mają okazję przywdziać tego typu obuwie.  I z tym właśnie problemem kołatającym się pod naszymi spoconymi włosami wróciliśmy do naszego malutkiego, klimatyzowanego pojazdu i udaliśmy się w drogę powrotną do Sa Comy.

Więcej zdjęć z akwarium -> tutaj a ze spaceru -> tutaj

Pozdrawiamy i do zobaczenia następnym razem

Rodzinka

Reklamy

~ - autor: marcinoos w dniu 11/10/2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: