Golonka Magdaleny G.

Kilka dni temu obiecałem podzielić się wrażeniami z konsumpcji pieczonej goloneczki wg przepisu znanej polskiej kreatorki smaku. Kiedy pisałem tamte słowa, rzeczona golonka właśnie wygodnie wylegiwała się w piekarniku, skrupulatnie doglądana co kwadrans w celu przewrócenia na drugi boczek. A smak takiej potrawy – niewyobrażalny :), tego nie da się opisać. Tego trzeba spróbować. Zatem do dzieła.

A wszystko zaczęło się pewnego pięknego dnia, kiedy to głowa rodziny, czyli ja :), ni z gruchy, ni z pietruchy wypalił:

– Ale bym sobie golonki zeżarł!

– To jak będziesz jutro w centrum, to wpadnij na inglisz (The Old English Market – po polskiemu: targowisko ze świeżymi warzywami, mięsami maści wszelakiej, rybami, serami, winami, ciastami, czekoladami, kawami oraz… ciuchami :)) i kup co tam trzeba. – odpowiedziała Taty Lepsza Połówka. Widać było, że też złapała smaczka 🙂

Pierwotnie miała to być golonka z kapustą, a wyszło, co wyszło 🙂

Potrzebne będą (składniki na 3 – 4 osoby, chyba, że mocno głodne 2 osoby :))

  • dwie golonki;
  • kilka marchewek;
  • 2 duże cebule;
  • korzeń selera;
  • pietruszka;
  • 450 ml wody;
  • 3 – 4 liście laurowe;
  • kilka ziaren ziela angielskiego;
  • sól, pieprz, papryka słodka mielona.

(w naszym przypadku z przepisu wyleciały pietruszka i seler, z bardzo prostego powodu: brak w domu, a do sklepu nie chciało się iść 🙂 )

Na początek nasze mięsko myjemy i, w razie potrzeby, golimy. Chcemy przecież, żeby podniebienia nasze i naszych gości łaskotane były przenikającymi się smakami warzyw i mięsiwa a nie… No właśnie 🙂

Kiedy już uporaliśmy się z oczyszczeniem, golonki nacieramy solą (vegetą, kucharkiem, ziarenkami smaku czy co tam akurat mamy pod ręką), pieprzem i papryką. Tak przygotowane lądują w naczyniu żaroodpornym.

Warzywa kroimy w kostkę i obkładami nimi mięso. Dodajemy liście laurowe i ziele angielskie.

Całość zalewamy wodą i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika na jakieś 2 do 2,5 godziny.

Co 15 minut golonki przewracamy i podlewamy powstającym wywarem. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że kiedy co kwadrans otwieramy piekarnik dostaniemy takiego ślinotoku, że kolejne minuty będą zdawały się ciągnąć w nieskończoność 🙂

A kiedy miną tak wyczekiwane przez nas minimum 2 godziny, oczom ukaże się taki oto widok:

Skórka co prawda dość mocno się spiekła, ale za to pod nią: niebo w gębie. Kiedy piszę te słowa drugą ręką ocieram tą strużkę śliny cieknącą mi po brodzie. Musicie sami spróbować: mięciutkie mięsko i ta słodycz pieczono-duszonych warzyw. Achhhhh….

Do pełni szczęścia potrzebne jeszcze będą młode ziemniaczki lub Wasze ulubione pieczywo oraz pinta ulubionego piwka.

I na koniec jeszcze close-up z talerza:

No nic zmykam przygotować składniki na śniadanko: dzisiaj omlet po francusku (wiedzieliście, że są różne odmiany omletów?). Ale o tym może w przyszłości.

Pozdrawiam

Marcin

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: